Gazeta Wyborcza, Piotr II Grzegorz, 12.08.2013 r. o 01:07
Jak Wanda nabrał samoświadomości

Zenon Przeprzechowicz Wanda,
wieś Anike, Leblandia, 22 lipca 1959 roku, wieczór


Czwarty pluton nie wrócił ze zwiadu.

Kompania zdziesiątkowana. Kadra oficerska - zostało pięcioro. Buchner Krystyna. Karakachanow Leszek. Krakowska Jadwiga. Winnicki Bonawentura. Żenada Janusz. Podoficerów trzech. Ibisz Krzysztof. Salvadori Salvador. Zaorski Jan. Pozostałych żołnierzy trzynastu. Amunicja na wyczerpaniu. Medykamentów brak. Pojazdów brak. Paliwa brak. Oddziały cesarskie odcięły drogę odwrotu – czy raczej, napiszę wprost – ucieczki. Upały, robactwo, malaria to już tylko didaskalia kreślone niedbale przez Ducha Wszechczasu.

Przeglądam poprzednie wpisy. Od dwunastu dni nie skreśliłem nawet jednego zdania. Zabawne, bo propagandowe kroniki widzą mnie na wzór i podobieństwo pradawnych herosów. Bohatera w każdym calu, kroczącego ku wyznaczonemu celowi, po prostym trakcie. Bez wątpliwości. Bez zmęczenia. Działającego bez wahania. Dowódcę, który zadośćuczyniłby powinności, chociażby dotyczyła rzeczy tak błahej jak prowadzenia dziennika kompani.

Jakże daleko mi do odwagi Hektora, siły Heraklesa czy boskości Dartha Czarnucha! Jestem tylko skromnym robotnikiem w manufakturze Ducha Wszechczasu. Ale i tak hagiografia uczyni ze mnie rycerza bez skazy. Exegi monumentum aere betonnus!

Z drugiej strony, powinienem się był przyzwyczaić. Chociażby ta historia z Włodzimierzem Iliczem. W szkołach uczą, że zadzwonił przed laty do mnie, wówczas prostego parobka i sprawił, żem nabrał świadomości klasowej. Gdyby to było takie proste! Owszem zadzwonili z Moskwy. Puścili nagranie Lenina z patefonu po kablach telefonicznych. Życie toczyło się dalej. Świadomości klasowej nabrałem, w istocie, na skutek wysłuchania wodza rewolucji, ale dopiero po kilku godzinach, po rozmowie z tajemniczym gościem karczmy Pod Kozim Napletkiem.

Lokal przed laty miał – w zamyśle właściciela – pretensje to bycia eleganckim, ale czas a przede wszystkim realia ekonomiczne uczyniły swoje. Ciemna izba, spowita dymem tanich cygaretek, tak że nawet dobrze nie dało rozpoznać się twarzy bywalców. Kilka stolików zakrytych ceratą. Napoje – głównie wódka czysta – podawane w słoikach po musztardzie trzyczaszkowskiej. Dawny blask przypominały jedynie łupiące groźne z reprodukcji obrazu ślepia księcia – tyrana Mikołaja Mikołaja. Blask bił o tyle dosłowne, że akurat właściciel karczmy na oświetlenie tego wątpliwej jakości dzieła nie szczędził nafty w lampie, dowodząc tym błahym z pozoru szczegółem pogardy dla nas gości, którzy ośmielili się być parobkami, furmanami i terminatorami miast hrabiami, czy baronami, a w najgorszym wypadku pracownikami Agencji Architektury.

Był sobotni wieczór. Koniec tygodnia. Usiadłem przy jedynym wolnym jeszcze stoliku. Zamówiłem dzban piwa u kelnerki obrażonej przez Ducha Wszechczasu idealnymi wręcz krągłościami, z trudem mieszczącymi się w przykrytym fartuchem gorsecie, który zdawał się zaraz pęknąć pod naporem młodzieńczej jędrności dwóch cudów stworzenia, nad których doskonałością zadumałby nawet taki znawca kobiecej natury, jak sam Krzysztof diuk de Miria.

Wyciągnąłem tytoń, zapałki i przetartą gazetę, trzymaną specjalnie na tę okazję w tylnej kieszeni hajawerów . Skręciłem papierosa. Potarłem zapałką o fakturę spodni. Podpaliłem tytoń. Wciągnąłem w płuca drapiący dym. Spojrzałem na drzwi do karczmy. Wszedł przez nie mężczyzna. Popatrzył na mój stolik i dosiadł się.

„Czy chciałby Pan porozmawiać o historii WKP(b)?” - zapytał niemal od razu. Dostrzegłem wtedy, że człowiek to niechlujny, co zdradzała nieprana co najmniej od tygodnia koszula, której kolor, być może w chwilach swojej świetności , mógł uchodzić za biel. Zauważyłem także jego proste, wulgarne wręcz i tępe spojrzenie. W innych okolicznościach zignorowałbym natręta, biorąc pytanie za alkoholowe majaczenia, ale że dziwnym trafem tego samego dnia odsłuchałem nagranie Włodzimierza Ilicza właśnie o historii WKP(b), więc na pytanie odpowiedziałem twierdząco.

Chwilę później przy naszym stoliku znalazła się kolejna już kelnerka – podły cień opisanej już Afrodyty: „Coś zjeść?” - zapytała prostacko – i wiedziałem, już że przymioty jej ducha nie odbiegają od walorów somy. Zamówiłem tradycyjnie płód kozi w piwie po alrijańsku . Z kurtuazji zaproponowałem to samo danie mojemu towarzyszowi, ten jednak stwierdził, że nie jest głodny, bo już jadł.

Kiedy chwilę potem pochłaniałem zamówiony delikates mój towarzysz – przyznać trzeba, że nad wyraz ciekawie i z iście profesorską precyzją – raczył wyłożyć mi czym jest baza, czym nadbudowa, dlaczego wspólnota pierwotna zmieniła się w formację niewolniczą. Dlaczego feudalizm wyparł ustrój niewolniczy a sam został zastąpiony przez burżuazyjny kapitalizm i w końcu dlaczego naturalną koleją rzeczy jest nadejście socjalizmu, który następnie przekształci się w komunizm. Byłem wówczas człowiekiem dalekim od posiadania szerokich horyzontów dlatego słowa mojego rozmówcy nie trafiały na podatny grunt. Szczerze mówiąc od deterministycznego charakteru dziejów bardziej obchodził mnie równie deterministyczny stan mojego żołądka. Kozie dane, choć smaczne, z przyprawami południowymi, niestrawnymi, alrijańskimi czyniło swoje.

„Proszę Szanownego Pana o wybaczenie, ale pozwoli Wielce Czcigodny Mospan, iż pójdę się wysrać” - odparłem z najwyższą dbałością o etykietę, stosownie do poradnika dobrego wychowania pióra samego prof. Różowego-Byczka. Mój towarzysz uczynił równie stosowny gest kierując palec wskazujący na drzwi wychodka. Kiedy wstawałem od stolika włożył mi w kieszeń hajawerów broszurę.

W połowie drogi pomiędzy naszym stolikiem a wychodkiem, wpadła na mnie, spiritus profanus ex machina, ta mniej obdarzona przez naturę kelnerka, na tyle nieszczęśliwie, że cała zawartość trzymanej przez nią tacy (żur starosarmacki, kwaśnicę, golonkę w piwie oraz dwulitrowy dzban wina) wylała się na moją świeżą, śnieżnobiałą, odświętną koszulę. Kelnerka zaczęła mnie przepraszać, ale odszedłem bez słowa, uznawszy że jej plebejska powierzchowność, połączona z równie plebejską niezdarnością, nie zasługują na dobrodziejstwo wymiany zdań ze mną, bądź co bądź, po stryjku dziadka od strony matki, mieszczaninem.

W wychodku zdjąłem koszulę. Czas tam spędzony umiliłem sobie lekturą otrzymaną od poznanego w karczmie mężczyzny. Nosiła tytuł: „Krótka historia WKP(b)” i pochłonęła mnie do reszty. Kiedy dotarłem do ostatniej strony koszula zdążyła już wyschnąć a ja nabrałem świadomości klasowej.

Wdziałem brudną koszulę i miałem wrócić do domu, ale świadomość klasowa zmieniła mnie na zawsze. Czy to szata zdobi człowieka? Czy warto przejmować się brudnym odzieniem, kiedy cały świat cierpi pod brudem ucisku klasowego? Cóż była winna kelnerka, która za marny grosz musi sprzedawać swą pracę właścicielowi karczmy? Zrozumiałem, że muszę wrócić do swojego stolika i podziękować nieznajomemu za lekcję komunizmu, za broszurę, za odmienienie mojego życia.

Otworzyłem drzwi karczmy. Nieznajomego o niechlujnym wyglądzie, ale jakże bogatej osobowości, już nie było. Przy naszym stoliku siedział mężczyzna. Wyciągnął tytoń, zapałki i przetartą gazetę. Skręcił papierosa i zaciągnął się. Podszedłem do stolika. W innych okolicznościach zachowałbym się inaczej, bo człowiek ten drażnił mnie swą fircykowatą, śnieżnobiałą, odświętną koszulą a ponadto miał proste, wulgarne wręcz i tępe spojrzenia, ale teraz – pełny już świadomości klasowej – wiedziałem że muszę nauczać. „Czy chciałby Pan porozmawiać o historii WKP(b)?” - zapytałem. Odpowiedział twierdząco.

Chwilę później przy naszym stoliku znalazła się kelnerka, która poprzednio wylała na mnie całą zawartość tacy. Była przerażona widząc mnie znowu w karczmie. Widocznie bała się konsekwencji. Dlatego nieśmiale wydukała: „Coś zjeść?”. Mój towarzysz zamówił płód kozi w piwie. Ja grzecznie podziękowałem za jedzenie, bo przecież już jadłem.

Kiedy mój kompan zajadał się alrijańskim przysmakiem pełen neofickiego zapału tłumaczyłem mu podstawy komunizmu, wyjaśniłem iż nadbudowa prawna nie podąża za bazą społeczną, w rezultacie czego prawdziwe zmiany w ustroju społeczno-politycznym wymagają rewolucji. Wskazałem na przykłady zastąpienia wspólnoty pierwotnej przez niewolnictwo, niewolnictwo przez feudalizm, feudalizm przez kapitalizm by w końcu wskazać co najważniejsze – że tylko rewolucja może i musi zmienić ustrój kapitalistyczny w komunizm.

Reakcja towarzysza na mój wykład zadziwiła mnie całkowicie. „Proszę Szanownego Pana o wybaczenie, ale pozwoli Wielce Czcigodny Mospan, iż pójdę się wysrać” - zapytał się, grzecznie co prawda, ale jakże nieadekwatnie do poruszonej przeze mnie tematyki. Wiedziałem już, że uświadamianie ludu nie będzie łatwym zadaniem, ale instynktownie wsunąłem mężczyźnie komunistyczną broszurę do kieszeni.

Mężczyzna zniknął z mojego wzroku. Uregulowałem rachunek, okrasiwszy go znacznym napiwkiem dla kelnerek. Wiedziałem, że od jutra czeka mnie praca dla ludu i przez lud. Opuściłem karczmę. Jutro błyśnie tysiąc intelektów.

Konkurs
Do wygrania 3 x po 1500 lt.
Komisja: Ivo + ja

Konkurs polega na zaproponowaniu grafik i dodaniu ich w komentarzu:
1) jak wyglądało danie które jadł Wanda?
2) jak wyglądała pierwsza z kelnerek?
3) jak wyglądał portret Mikołaja-Mikołaja?

Komisja zastrzega prawo do nierozstrzygnięcia konkursu (chociaż proszę to traktować tylko jako drobny druczek, gdy pojawi się chociażby jedna w miarę sensowna odpowiedź na dane pytanie konkurs w tym zakresie na bank zostanie rozstrzygnięty)
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
1 967,00 lt
Ten artykuł lubią: Ivo Karakachanow, Michaś Elżbieta II, György Róni Karakachanow Jr, ppłk Alojzy Pupka-Bumbum, Fryderyk von Hohenzollern, Krzysztof Czuguł-Chan, Tomasz Ivo Hugo, Ignacy Urban de Ruth.
Komentarze
Ivo Karakachanow
<3 <3 <3
Smrekam eto!
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
img_48_72.png
Odpowiedz Permalink
Michaś Elżbieta II
to lakuje predsednik Bolcevic!
Odpowiedz Permalink
György Róni Karakachanow Jr
Zostałem zmuszony przystawieniem sztucznego penisa do gardła, żeby tu przyjść i polajkować!

Ale naprawdę fajne!
Permalink
ppłk Alojzy Pupka-Bumbum
SKANDAL
GRANDA
HUCPA

Nie kala się świeckości!
Odpowiedz Permalink
Michał Hodża Kiełbasa-Krakowski
OBURZAJĄCE!
Permalink
Michał Hodża Kiełbasa-Krakowski
Portret Mikołaja Mikołaja:

xcrv.jpg
Permalink
Ignacy Urban de Ruth
3. Portret:
de6c1cff95ffdc71_1.png
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
1.
O6uUb5Bn.png
Odpowiedz Permalink
Piotr II Grzegorz
Czekamy na zgłoszenia konkursowe. W dwóch kategoriach mamy już zgłoszenia, więc konkurs zostanie rozstrzygnięty, ale fajniej byłoby - choć to dzieła wybitne - widzieć więcej zgłoszeń.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Skoro i tak nie przeczytałem, to chociaż dam serduszko :P
Odpowiedz Permalink
ppłk Alojzy Pupka-Bumbum
A szkoda, bo przeczytać warto.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.