Park Stołeczny, Piotr II Grzegorz, 01.05.2012 r. o 09:32
Widzialna ręka rynku

Wczoraj Mikołaj markiz Wiśnicki zaproponował stworzenie Książęcego Banku Baridasu, instytucji finansowej, która między innymi posiadałaby lokaty zintegrowane z systemem za pomocą skryptów integracyjnych. Ten ciekawy pomysł, który (jak sądzę) uda się zrealizować zgodnie z założeniami systemu Złota Wolność skłonił mnie jednak do rozmyślań o istocie systemu gospodarczego.

W dużym skrócie: uważam, że aplikacje, które zakładają istnienie subkont pieniężnych lub znacznego czynnika losowego (hazard) winny być nie tylko poprawnie zintegrowane z systemem, ale także spełniać wymogi systemu co do udostępnienia w systemie stanu rachunków, historii przelewów a w przypadku gier losowych poddania aplikacji mniejszemu lub większemu nadzorowi Księcia. I tak na przykład: prywatny bank w zasadzie stan lokat oraz historię przelewów winien mieć umieszczoną na naszych, sarmackich bazach danych. Gry losowe z elementem pieniężnym także powinny umożliwiać weryfikacje warunków losowania.

W zamian część dodruku, który obecnie kierowany jest na potrzeby mapy sarmackiej, mogłaby, według decyzji Księcia iść także na zasilenie aplikacji prywatnych, przy założeniu, że są one non-profit. Wysokość dodruku uzależniona byłaby od miodności i popularności aplikacji. Około dziesiątą część dodruku stanowiłoby wynagrodzenie autora. To uwaga na marginesie, bo oczywiście nadal mogłyby istnieć aplikacje systemowe całkowicie komercyjne, jak Lunapark czy Tor Wyścigów Konnych.

Powyższe może dziwić tych którzy znają mnie z poglądów wolnorynkowych. Przecież banki kreują pieniądz. Po co ograniczać działalność podmiotów, których przydatność może zweryfikować rynek? Przecież nikt nikomu nie zabrania uczestniczyć w hazardzie. Niech rynek zdecyduje, czy hazard przyda się, czy nie.

Pomijając to, że także w realu potrzebne są zabiegi wykluczające nieuczciwe praktyki (chociażby ściganie sprawców kradzieży) niewidzialna ręka rynku owszem w realu działa, bo potrzeby pojawiają się w sposób naturalny. W zasadzie człowiek zawsze chce mieć więcej i rozwój gospodarki w dłuższej perspektywie doprowadzi co najwyżej do zwiększenia potrzeb. Telefon mógł uchodzić 70 lat temu za luksus, obecnie stał się dobrem powszechnym. Tak to, nie wchodząc w szczegóły, działa.

Wirtualna gospodarka różni się tym od gospodarki realnej, że popyt trzeba kreować sztucznie. W realu popyt kreuje natura (człowiek chce się wygodniej wyspać, ma potrzeby społeczne, na przykład omówioną tu potrzebę komunikacji). W gospodarce wirtualnej bez stymulowania potrzeb, zaplanowanego tworzenia ich samo kręcić się nie będzie. Wolnorynkowy paradygmat był przyczyną porażki kolejnych systemów gospodarczych czy to sarmackich, czy wandejskich. Paradoksalnie naszpikowany obowiązkami system scholandzki mógł działać sprawniej.

W Złotej Wolności zrezygnowałem z drzewek produkcji. Pieniądze biorą się z powietrza. Pieniądze niszczą się do powietrza. Są wirtualnym odpowiednikiem dóbr wszelakich i to działa. Oczywiście, tam gdzie możliwy jest rynek państwo nie ingeruje. Ale przecież to ile trzeba napić się alkoholu, aby być szczęśliwym (na przykład), to że trzeba być szczęśliwym żeby produkować zboże, to jak działają wsie prywatne i lenne to moje decyzje arbitralne.

Wracam do aplikacji zewnętrznych. Jak ma się istnienie aplikacji z subkontami do systemu. W realnej gospodarce bank dostaje 1 000 000 złotych, zakłada pokrycie swoich zobowiązań na poziomie 10% w ten sposób kreując w gospodarce czysto wirtualnie 9 000 000 nowych złotych. W Sarmacji, przy zaufaniu do banku to prawo ekonomiczne także by zadziałało. Ba, taki bank gwarantowałby tajemnicę lokat, chociażby.

I tu zaczynają się problemy.
Ostatnio wprowadzono ranking bogactwa traktuję bardzo poważnie. Jest to początek statystyk, które to statystyki same w sobie będą elementem popytotwórczym. Samo wspinanie się po drabinie bogactwa jest czymś co ma zachęcać do aktywności. Wyobraźmy sobie, że w grze MMO statystyki są zakłamane, bo gdzieś na zewnętrznym serwerze można sobie lokować dobra. Przecież naturalną potrzebą człowieka jest bycie lepszym od innych, konkurowanie z innymi. Są to potrzeby społeczne, które system winien wykorzystać dla grywalności. Ja rozumiem, że są tacy którzy statystyki będą lekceważyć. Ale jeżeli 25% społeczeństwa one zmobilizują to dobrze.

To, że zdemotywują, całkowicie wykluczam. Gdyby tak to działało, to gry przeglądarkowe, które nie zakładają rywalizacji odniosłyby sukces i stanowiły większość. Istną różnicą pomiędzy grami jest to, że zakładają one agresję wobec innych graczy (to mamy w mapie) lub też zakładają konkurencje w działaniach pozytywnych (wszelkie farmy, to mamy w zasadzie wszędzie poza mapą). To, że Sarmacja grą nie jest, ale systemem gospodarczym kierują podobne prawa, co grami, to temat na inny artykuł.

Wracam, po raz wtóry do banków prywatnych. Po pierwsze zabijają statystyki. W realnym państwie statystyki służą poznaniu stanu faktycznego. U gospodarce wirtualnej przy statystykach, takich jakie docelowo mają znaleźć się w Złotej Wolności, zamiałczałby kot schrodingera. Samo ich ujawnianie wpływa na ich treść.

Po drugie, w realnej gospodarce, gdzie działa niewidzialna ręka rynku, w zasadzie, jeżeli państwo nie opiera się na interwencjonizmie przejrzystość stanu kont, procesów gospodarczych nie jest władzy do niczego potrzebna (na marginesie, przy obecnym stanie unormowań prawnych, nawet w państwie minimalnym i tak statystyki się przydają). W gospodarce wirtualnej dla moich działań jako twórcy systemu wiedza o jego uczestnikach, jak najszersza jest po prostu konieczna. System oparty jest na dodruku. Istotą jego jest ściąganie mniej więcej tylu pieniędzy ile dodrukowuję. Gdy pieniędzy przybywa, zaczyna się inflacja. Aby jej zapobiec muszę sztucznie tworzyć nowe potrzeby - i między innymi po to zamknięta jest mapa. Załóżmy, że chcę dodać samochody. Tu żaden rynek nie oceni jaki samochód jest potrzebny mieszkańcowi - bo obiektywnie nie jest potrzebny mu żaden samochód. Ja muszę to zaplanować. Założyć, że samochód daje taki i taki bonus, a kosztuje jego produkcja tyle i tyle i to musi współgrać z danymi o gospodarce i o każdym jej uczestniku.

W tym sensie, choć prawa ekonomii się w świecie wirtualnym sprawdzają, to jednak przy tworzeniu potrzeb, jak najbardziej sztucznych, ręka rynku jest jak najbardziej widzialna i właśnie kończy uderzać o klawiaturę, zaraz dotknie taczpada i kliknie publikuj tekst.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Krzysztof Janusz de Miria, Goglez Pajzano, Fryderyk von Hohenzollern, Mikołaj Jan, Markus Arped, Zbyszko Gustolúpulo, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Yupeng Beijin-Zhao, John Rasmusen, Simon Villee, Helwetyk Romański.
Komentarze
Piotr II Grzegorz
Zdaję sobie sprawę z chaotyczności artykułu, ale pisałem to od serca, na szybko.
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Ogólnie bardzo ciekawy artykuł dający wiele do myślenia co prawda z niektórymi zawartymi tezami nie zgadzam się, ale interwencjonizm jest wskazany w państwach wirtualnych.
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Janusz de Miria
A z którymi się pan nie zgadza?
Permalink
Piotr II Grzegorz
Nie tyle chodzi o interwencjonizm - to jest decyzja polityczna. Po prostu w realu pewne rzeczy wymusza natura. U nas poza chęcią kariery, innych popytotwórczych elementów nie ma. Dlatego naturę musi zastąpić twórca systemu. Taka jest jego rola. Taki metapoziom. Schodząc z metapoziomu twórcy na poziom uczestnika - czyli na kompetencje Sejmu - jak najbardziej można sobie wyobrazić i państwo minimum i państwo interwencjonistyczne. Kwestia polityki. Ja wolę państwo minimalne, ale zakładanie jednej ideologii gospodarczej, w sytuacji gdy sam spór o gospodarkę zwiększa aktywność państwa, byłoby błędem. W realu dyskurs ma funkcję służebną wobec celów, którym służy. W państwie wirtualnym dyskurs jest niekiedy celem samym w sobie.
Odpowiedz Permalink
Piotr II Grzegorz
@Troy: wyjąłeś mi to z ust.
Odpowiedz Permalink
Michaś Elżbieta II
Na przykład z poglądem, jakoby w świecie realnym potrzeby powstawały naturalnie, w przeciwieństwie do wirtualnego. Otóż pod tym względem akurat się nie różnimy, już od dawna potrzeby w świecie realnym powstają sztucznie, generowane przez agencje reklamowe. Ale reszta ciekawa i warta przemyślenia.
Odpowiedz Permalink
Piotr II Grzegorz
@Michaś: No, ale nie ma jednego centralnego planisty reklamowego.

Owszem mogę spokojnie mieć stary telefon i nie muszę mieć gadżetów, co nie zmienia faktu, że sen, seks, głód, defekacja, potrzeba więzi społecznych są naturalne.

Z agencjami reklamowymi analogia słuszna. Bo w ZW też potrzeba społeczna (bycia lepszym, współpracy, integracji) jest jedyną potrzebą naturalną, wokół której sztucznie buduje się potrzeby służebne (szczęście na przykład). Z tymi agencjami to trochę jest podobnie. Sama potrzeba społeczna skłania do kupienia niepotrzebnego gadżetu, bo ma go sąsiad i ktoś z reklamy a ja nie.
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Odnośnie statystyk i możliwości zakładania Banków prywatnych, co prawda nie posiadam odpowiedniej wiedzy oraz znajomości mechanizmów rządzących Złotą Wolnością. Nie mniej jednak w przypadku dania możliwości zakładania że tak ujmę funduszów kredytowych, być może był by to krok dający mocny zastrzyk gospodarce oraz zwiększający konkurencyjności, przy czym ukróciło to monopol co po niektórych instytucji takich jak KKP czy też TDK. Natomiast co do statystyk uważam że odgrywają naturalną funkcję kontrolną, dający obraz wpływów i strat w ZW. Nie mam nic złego w tym że ktoś się bogaci, ale bogaci na zasadzie uczciwej i zdrowej konkurencji, a na pewnych lukach bądź obejściach systemu. W tym przypadku dużą role odgrywał przepad i zamrożone liberty co po niektórych Sarmatów, które jak wypłynęły na rynek finansowy, dość mocno nadwyrężyły rynek powodują nierówności bogactw. Rozumiem że takie działania wiązały się przemianą gospodarczą czyli wprowadzeniem po syriuszu systemu Złota Wolność. Nie mniej jednak taka jest moja opinia, być może mylna ale zdrowy rozsądek nakazuje przyjąć taki kierunek myślenia, zwłaszcza po ostatnich nadużyciach z sztolniami czy też dodruk-gate.
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Dziękuje WKW za obszerne wyjaśnienie:)
Odpowiedz Permalink
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
Muszę przyznać bardzo ciekawy artykuł - z tą niewidzialną ręką rynku. Samego mnie uczyli na lekcjach ekonomii na czym to polega ;)
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Janusz de Miria
Panie Hohenzollern, ja nic nie rozumiem z tego co pan napisał. Wspominał pan, że nie zgadza się z niektórymi tezami zawartymi w artykule. Zapytałem - z którymi. Więc - z którymi?
Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Przepraszam Diuka w sumie dość chaotycznie napisałem i niezrozumiale, ale głównie nie zgadzam się z tym
Cytuję:
Wracam, po raz wtóry do banków prywatnych. Po pierwsze zabijają statystyki. W realnym państwie statystyki służą poznaniu stanu faktycznego. U gospodarce wirtualnej przy statystykach, takich jakie docelowo mają znaleźć się w Złotej Wolności, zamiałczałby kot schrodingera. Samo ich ujawnianie wpływa na ich treść.
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Janusz de Miria
Świetnie, to teraz proszę jeszcze napisać dlaczego?
Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Uważam że w jakimś stopniu owe statystyki dają obraz ogólnej kondycji Sarmackiej gospodarki czyli systemu Złota Wolność, uważam że ujawnienie ta jak to ma teraz miejsce(na zasadzie dobrowolności) majątku mieszkańca jest słuszne. Pewnie zboczyłem trochę z tematu, w sumie statystyki są prowadzone po to aby różne organy publiczne bądź osoby prywatne zajmujące się powiedzmy daną specyfiką/ branżą miał dostęp do wiedzy, dzięki której mogą podjąć słuszne decyzje inwestycyjne, bądź przedstawić opinii publicznej raport który będzie w sposób profesjonalny oddawał obraz popytu i podaży na rynku.
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Janusz de Miria
Kiedy JKW czy też ja na forum piszemy o statystykach, które zaciemni teoretyczne wprowadzenie prywatnego banku chodzi o to, że twórca systemu nie będzie w takim wypadku posiadał części informacji na temat przepływów kapitałowych. Jak szczegółowo wyjaśnił JKW w swoim artykule wiedza ta jest mu absolutnie niezbędna do planowania przyszłości systemu.

Dodatkowo bank prywatny to niebezpieczeństwo prania brudnych pieniędzy. Aplikacje zewnętrzne mogłyby przecież przelewać pieniądze bez udziału centralnej bazy, a więc pole do popisu dla kolejnych chłopców-dodrukowców byłoby szerokie.
Permalink
Piotr II Grzegorz
Pisząc o kocie Schrodingera - absolutnie nie miałem na myśli, tego, że statystyki mogą być przydatne mi czy innym mieszkańcom. Chodziło mi o to, że poza funkcją informacyjną statystyki mają funkcję samonapędzającą, są jedną z podstawowych funkcji popytowych systemu. Samo bycie wysoko w statystyka zachęca do aktywności w systemie. Wspinanie się po drabinie bogactwa takoż. W tym sensie, sam fakt obserwacji działa na obiekt w ten sposób, że kreuje zawartość tego obiektu. Od momentu kiedy statystyki będą ujęte szeroki, ich faktyczna zawartość może być inna niżby była, gdyby były niejawne.

Analogia do fizyki kwantowej, jest nieco na wyrost, nie mniej:
wanted_schrodingers_cat_poster-rc27309b7017740d1b8c466fe9bbef610_kv1_400.jpg
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Janusz de Miria
No ale jak to? JKW nie używa statystyk przepływów kapitałowych? To w jaki sposób JKW tworzy modele przed wprowadzeniem niedyskutowanych na żadnym forum zmian w systemie gospodarczym? Bez danych? Bez wiedzy o tym czy w ogóle planowane zmiany osiągną cele? Oj, coś mi tu nie pasuje :D:D:D
Permalink
György Róni Karakachanow Jr
Za długie, ale skoro mandragor senior tak mówi!
Permalink
Krzysztof Janusz de Miria
Ciuś! Ciuś!
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.